Żyję, moja słodka/Cuda są takie proste

Czarna Wrona panoszy się w mojej głowie, w sercu i pod moim dachem. Kracze przy stole, w kuchni, w łóżku i pod prysznicem. Trzepocze skrzydłami w sklepie i samochodzie. Panoszy się w sercach moich Najbliższych.

Budzę się z bólem, z bólem podnoszę z ciepłego łóżka, z bólem siadam do śniadania i z bólem układam do snu. Czarna Wrona mocno wbija się pazurami w moje ramię i nie pozwala zapomnieć o swojej obecności. Odbiera radość i oddech, wypełnia nasz magiczny dom lękiem o życie. 

Słyszałam dziś szept Maleńkiej: Mama, otwórz oczy. Oddychaj. Żyjesz? 

Żyłam. Tylko Czarna Wrona przykryła mnie skrzydłami odbierając siły. Ona bezlitośnie odbiera siły i zaciska pazury nie zważając na moment. Muszę być czujna, by zanim mnie przewróci zdążyć z westchnieniem ulgi się położyć i zamknąć oczy.

A kiedy już wyjdę to z Czarną Wroną na ramieniu niepewnie stawiam kroki. Chodzę chwiejnie i powoli obawiając się wszystkich pędzących na wprost mnie ludzi. Czy nie widzą lęku w moich oczach? Czy nie widzą, że ta Wrona zaraz mnie przewróci? Czy nie słyszą jak świszcze mój oddech? Nie dostrzegają słabości nóg?

Czarna Wrona sprawia, że sama chcę ubierać się na czarno, by nie było mnie widać, by wtopić się, stopić i rozmyć. By nikt nie pytał, nie patrzył na moją nieporadność i chwiejność, na blizny i łysą głowę, na lęk w oczach, by nikt nie słuchał ściszonego smutkiem głosu. I by nikt się do mnie nie uśmiechał. Czarna Wrona zabrała mi długie kolczyki, cienkie pończochy i szpilki, porwała podskoki i wybryki. A ja chcę skakać na trampolinie, pójść na długi spacer brzegiem morza, przeskakiwać fale, wdrapać się na jakąś górę, pobiec z Malutką z „górki na pazurki”. 

Ona sobie tak przyleciała, siadła i siedzi. Nie pytała o nic. Rozsiadła się. Nie do wiary! Jest u siebie! Obdarowała mnie hojnie bólem oddychania, chodzenia, stania, leżenia i siedzenia. W zamian wzięła śmiech, wiarę i pewność siebie. Czułość, namiętność i seks okryła grubym kocem lęku. Pieszczoty i pocałunki zapaskudziła wstydem mojej brzydoty i brakiem tchu, który rozrywa piersi szarpiącym bólem.

Czasem płaczę. Nie chcę Cię, Wrono! 

Czasem proszę. Bądź milsza…

Czasem krzyczę. Odejdź! 

Czasem obłaskawiam. Dużo mnie nauczyłaś…

Moja Czarna Wrono, towarzyszko życia, której nie wybierałam… czas z Tobą to niekończące się dni strachu i niepewności. To tęsknota i żal za lekkim bytem bez Twojej ponurej obecności na moim ramieniu. Widzę Twoje odbicie w lustrze, w które z niechęcią patrzę. Widzę Twoje odbicie w oczach Ukochanego, w których szukam potwierdzenia, że będzie dobrze. Widzę Twoje odbicie w oczach Córek, które szukają w moim smutku poczucia bezpieczeństwa i obietnicy, że zawsze będę.

Czarna Wrono, wiem, że już nie odlecisz. Bądź więc łaskawa, Wasza Wysokość. Mam wciąż marzenia, plany, tęsknoty. Umówmy się, że podaruję Ci lawinę, gejzer, wodospad Miłości, pozwolę się mną zabawiać ile zechcesz, ale miej litość i pozwól mi zawsze odpowiadać Maleńkiej: Żyję, żyję moja słodka.

Tymczasem dostałam wiadomość, że moi Przyjaciele w Turcji modlą się o zdrowie dla mnie.

Bo wiesz, Czarna Wrono, cuda są. Cuda są takie proste!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *