Zargan/Cuda są takie proste

***Zargan***
Była słuchaczką mojego warsztatu motywacyjnego dla uchodźczyń. Płakała, gdy mówiłam, a kiedy skończyłam ucałowała mnie, wyszeptała „молодец, światło wokół Ciebie!” i już została przy mnie i dziewczynkach.
Była ze mną, gdy wyłysiałam po chorobie. Klaskała w ręce na mój widok i śmiała się, że w chusteczce na głowie wyglądam jak porządna muzułmanka.
Karmiła mnie i dzieci czym miała, gdy było najtrudniej. Najbardziej syciła swoją miłością, siłą, odwagą i niezłomnością.
Niewiele starsza ode mnie. Wojna, tułaczka, bieda, choroby dzieci zabrały jej prawie wszystko. Zdrowie, siły, urodę, blask, nadzieję… Kruczoczarne włosy pokrył srebrny pył kłopotów, ciało zdeformowało cierpienie, głód i strach o życie. Pozostało harde spojrzenie ciemnych oczu. I upór. Upór nadludzki.
Każde z jej czworga dzieci to kłębowisko komplikacji, zdiagnozowanych i niezdiagnozowanych chorób, braków, upośledzeń, deficytów i nieprawidłowości. Dzieci dobre, lecz niemożliwie do okiełznania, dzieci jak tykające bomby.
Ona dziś jak ranna wilczyca. Chora. Cierpiąca tak potężnie, że gaśnie jej harde spojrzenie. Tak potężnie, że, gdy nie może iść, by nalać dzieciom zupy, posuwa się powolutku, przygięta do samej podłogi, wyjąc z bólu.
Jak zwierzę. Wola przetrwania. Dzieci. Dach nad głową. To najważniejsze. To chce ocalić za wszelką cenę. Boję się, że za najwyższą. Gaśnie na moich oczach.
Kiedy ból odpuszcza morderczy uścisk siadam, głaszczę ją delikatnie po lodowatej dłoni i czole, a ona opowiada…
…jak przypadkiem pojechała na handel do Baku i cały klan jej szukał, bo sądzili, że zaginęła,
…jak znalazła małemu chłopcu, którego matka chciała sprzedać nową rodzinę,
…jak jej rodzice przygarnęli po wojnie wietnamskiej dwóch osieroconych chłopców, przywiezionych z transportem kilkuset innych dzieci do Rosji,
…jak niebiański smak ma woda z górskiego strumienia w górach Kaukazu,
…jak ciężko ranną podczas wojny niesiono ją do szpitala, a ona trzymała mocno brzuch dłońmi, żeby się nie rozpaść,
…jak w więzieniu powybijali jej zęby,
…jak umierała z głodu w bombardowanym Groznym, a czarna kotka podzieliła się z nią surowym udkiem kurczaka i popiły tę ucztę rozpuszczonym śniegiem,
… jak chodziła po domach sprzedając lody na patyku, żeby zarobić na jedzenie dla dzieci,
…jak pierwszego dnia w Polsce z innymi dziewczynami z transportu w ośrodku dla uchodźców oglądały „Wiadomości” i wszystkie płakały przerażone, bo sądziły, że w „tym języku” nigdy się nie porozumieją, bo wcześniej myślały, że tu się mówi po rosyjsku,
…jak tułała się z dziećmi po kolejnych ośrodkach i wyrywała najmłodszego syna ze szponów kaftana bezpieczeństwa w szpitalach psychiatrycznych.
Potem słucha wzruszona jak moje dziewczynki dla niej śpiewają. Tłumaczy jak powinna się zachowywać porządna dziewczyna i dlaczego w jej kraju nie ma domów dziecka, a ludzie nie kłócą się o podział majątku. Uczy moje córki rosyjskiego i śmiejemy się, że z niej poliglotka – zna rosyjski, czeczeński, polski, dagestański, inguski i angielski.
Pijemy wodę z kranu. Podaje nam ciepły posiłek. Sama nie je. Nie wiem, czy z przyzwyczajenia – najpierw goście, mężczyźni, dzieci, a potem dopiero ona- czy to cierpienie jej nie pozwala. Nie dopuszcza mnie do swojej słabości, nie potrafi. I wciska dziewczynkom do kieszonek czekoladki.
A potem radzimy wspólnie, które dziewczyny radzą sobie gorzej i jak im pomóc. Do Hedy, która ma pięcioro dzieci, przyjechała jeszcze siostra. Trzeba pomóc, dwie kobiety, dziewiątka dzieci. Mężczyźni zginęli na wojnie. Leyla urodziła siódme dziecko. Potrzebne ubranka.  Deshi ma znów dzieciaki w szpitalu, potrzebuje przez chwilę wsparcia, no i trochę garnków by się przydało. One nigdy o pomoc nie proszą. I prawie nigdy jej nie dostają. Nie nasze są, obce i dumne.
Kiedy jadę z paczkami zawsze jest słodka herbata i chleb z dżemem. Zawsze jest prosto, jasno i czysto. Dzieci otaczają mnie i moje dziewczynki zadając setki pytań wspaniałą polszczyzną.
„Zostańcie. Przyjedźcie jeszcze!” – proszą.
Mała Maksalina chciała dziewczynkom coś dać od siebie w podziękowaniu za nowy piórnik. Dała pluszowego misia. Sobie zostawiła lalkę. To były wszystkie zabawki jakie miała.
Wczoraj dostałam w objęcia małe, mruczące zawiniątko , dwutygodniową Fatimę  – córeczkę Leyli. Serce mi zatrzepotało czułością nad zapachem niemowlęcia, cudem życia.
„Malińkaja, pięknioszka” rozczula się Zargan i syci tę kruszynę miłością, bo siły już nie ma.
Moja Zargan, której obolałe ciało skrywa największy klejnot – jej szczerozłote serce.
Moja Zargan o dobrych oczach.
Moja Zargan o kochających oczach.
Moja Zargan o hardych oczach.
Moja siostra. Czeczeńska wilczyca.
Każda chwila z nią przypomina, że cuda są takie małe i takie proste.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *