Wrona i deszcz/ Cuda są takie proste

***Wrona i deszcz***

Choroba. Usiadła na moim ramieniu niespodziewanie. Skrzeczała do ucha jak złośliwa, czarna wrona. A potem jej skrzydła zrobiły się tak ogromne, że omotały mnie całą.

Położono mnie drżącą w chłodnej pościeli. Dla kontrastu białej, jak…jak łabędzie skrzydła.

Zagrała cicho w tle muzyka mojego życia, a ludzie wokół wirowali jak w szalonym tańcu. Niektórzy ukradkiem odfruwali, jak ćmy spłoszone blaskiem poranka. Wówczas ciepła łza spływała szeptem po moim policzku. Rozumiem, nie każdy lubi wrony.

Ukochany objął mnie mocno, choć Jego miłość nie wystraszyła czarnego ptaszyska. Ale sprawiała czasem, że nie słyszałam tego wrzasku nad uchem i nie czułam szpon wbitych w ramię. Ukochany nienawidził wrony, ale jej skrzydła stały się częścią mnie. Wreszcie więc zdołał objąć nie tylko mnie ale i tę podstępną istotę.

Ludzie wokół wciąż wirowali jak gwiazdy, iskry, ptaki, motyle…

Córki…wystarczyła świadomość że są…

Kasia…opatuliła kołdrą w czasie największych dreszczy…

Agata…wymalowała Anioła…

Edyta…poruszała z Agatą, Julitą i Moniką niebo i ziemię modląc się o moje zdrowie…

Tomek…przywoływał uśmiechy…

Czeczenki Leyla i Petimat…przywiozły, co miały najlepszego…

Pielęgniarz…pilnował mnie całą, długą, krytyczną noc…

Profesor…spokojnie wziął mnie za rękę i obiecał, że będę żyć (teraz wiem, że w to wcale wówczas nie wierzył), a potem przemierzał setki kilometrów do innego szpitala, by mnie zbadać…

Zargan…całowała po rękach, aż wreszcie mrużąc zdeterminowane oczy Czeczenki pogroziła: „Jak umrzesz, to Cię zabiję!”…

Ania…pokazała mi Anioły…

Joanna…opowiedziała o moich dwóch starszych siostrach, o których nie miałam pojęcia…

Marzena…z całą społecznością daleko w Niemczech wciąż duchem była przy mnie…

Młoda salowa…w kieszeni białego fartucha przyniosła mi batonik na osłodę…

Oddziałowa…głaskała po włosach i przytulała do piersi w czasie najboleśniejszych zabiegów…

Znajomi znajomych, nieznajomi i całkiem obcy…oddawali dla mnie litry krwi i przesyłali słowa otuchy…

Przyjaciele i Przyjaciółki…zawsze gotowi wysłuchać, pomóc moim dziewczynkom…

I dziesiątki – nie! – setki ludzi, którzy w różnych miejscach świata modlili się za mnie…w Polsce, w Czeczenii, Niemczech, Norwegii…każdy zgodnie ze swoją wiarą, ale wszyscy w jednej intencji.

Dosłownie słyszałam szeptane modlitwy!

Dostałam kartki, laurki, listy, anioły, bransoletki, książki, kwiaty, wizerunki prawosławnych świętych, wizerunki Jezusa, uświęcone islamskie amulety, smsy, maile…

Cuda spadały i spadają na mnie co dzień…

Wrona dała się nieco wytresować, choć nie wiem czy się pokochamy…

Leżę w chłodnej pościeli. Dla kontrastu białej, jak łabędzie skrzydła, gdzieś, w niezbyt szczególnym miejscu w kosmosie. Drugiej takiej istoty nie ma nigdzie. Mam swoje miejsce, mam swoją misję.

Leżę, a na mnie bezustannie pada deszcz. Krople złote, zielone, różowe. Krople o diamentowym blasku.

Leżę w niezbyt szczególnym miejscu w kosmosie z moją wroną.

Leżę w nieustającym deszczu Miłości.

Cuda, które są takie proste, wciąż do mnie płyną!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *