Kosmitka/Cuda są takie proste

…bo jak teraz odpowiedzieć na pytanie „Co u Ciebie?”

…przecież niedobrze jest złymi słowami zaklinać rzeczywistość, ale i zmyślać też niedobrze. 

Tajemnicze, i nic nie mówiące „Będzie dobrze!” odsuwa mnie w bliżej nieokreśloną przyszłość, a przecież jestem tu! Jestem teraz. I czuję się źle. 

Jestem z innej planety. Z planety strachu i bólu. Z planety tęsknoty. Z planety, z której widać nadzieję. 

Na mojej planecie byłam sama zamknięta w super szczelnej kapsule cierpienia. Marzyłam o powrocie na Ziemię. Postawili mnie wreszcie na tej Ziemi. Bardzo zadziwieni, że stoję, oddycham, a nawet samodzielnie stawiam kroki. 

Jestem. Ale wciąż sama, wciąż w mojej kapsule, której nie mogę się pozbyć. Ziemię i jej mieszkańców oglądam z dystansu. Przeszłość odchodzi w zapomnienie, stare zdjęcia wywołują sentymentalne łzy, a przyszłość to jedynie kolejny dzień, nic dalej. 

Na tamtej planecie miałam plan – wrócę na Ziemię i będzie jak dawniej. Będzie wiosna, lato, jesień i zima. Będzie wiatr, słońce, deszcz. Będą rozmowy, śmiechy, szepty, pomysły, marzenia, miłość. Będą najbliżsi, przyjaciele, znajomi, będzie rodzina, będą spojrzenia w oczy, niezobowiązujące pogawędki o pogodzie i dzieciach, żarty i narzekania. Ludzie z Ziemi machali do mnie, wysyłali wiadomości, listy, czekali, aż wrócę.

No to jestem. Z Ziemi nadzieja nie jest widoczna. Tu jest cisza. Wokół mnie cisza rozchodzi się jak kręgi na wodzie. Spojrzenia i uśmiechy ledwie się prześlizgują po czubku mojej głowy, żarty, pogawędki i rozmowy grzęzną w gardłach. Marzenia i pomysły więdną nie podlewane nadzieją i nie nawożone entuzjazmem. Śmiech rozbrzmiewa gdzieś w oddali niczym obcy pogłos. Pory roku, wiatr, słońce i deszcz przemykają nad moim ciałem nie dotykając duszy. 

A ciało jest niczym niewygodny skafander – zesztywniałe, nie moje, bez końca i początku, obce, zimne, puste, pełne usterek. Wciąż w nim coś uwiera, nie pasuje, boli, trzeszczy. Ja jednak uparcie trzymam się w pionie, stawiam krok za krokiem, choć każdy jest niepewny, obciążony lękiem. Wszystko na moich oczach rozsypuje się w moich dłoniach. 

Co dalej, co dalej? – łopocze zmęczone serce. 

Dokąd? Jak długo jeszcze? – pyta zbyt płytki oddech. Pyta nieprzerwanie, aż bolą wszystkie żebra, aż klatka piersiowa staje się realną klatką. 

Z mojej planety raz zobaczyłam Ziemię. Patrzyłam z bardzo daleka. A ona była gwiezdnym pyłem – okruszkami ciasta na czarnym swetrze profesora. Profesora, cudotwórcę, który nie pozwolił mi odejść i wysłał z powrotem na Ziemię. 

Po co mi ten przeklęty skafander?! 

Do czego?! 

Na co?! 

Po co w ogóle wysłano mnie na tamtą planetę?!

I teraz nie ma mnie ani tam, ani nie ma mnie tu. Tam byłam, tu nie będę. 

Mówię innym językiem, patrzę innymi oczami, mam inne uszy, inne stopy i opuszki palców. 

Jestem stamtąd! 

Jestem obca dla Ziemi. 

Ziemia jest obca dla mnie. 

Wciśnięta pomiędzy zieleń trawy i błękit nieba gubię się, potykam, słabnę, uciekam. 

Nie umiem opowiedzieć jak było na mojej planecie, choć tam właśnie zostawiłam swoje życie. 

No to „Co u Ciebie?”. 

„Nie wiem. Zostawiłam życie na innej planecie i nie znam już waszego języka. Nie umiem powiedzieć jak jest w moim skafandrze. Nie rozumiem, co do mnie mówicie.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *