Dobro powraca/Cuda są takie proste

***Dobro powraca***

Kilka lat temu, w jeden ze zwyczajnych, szarych dni oświeciła mnie, jak słoneczny promień myśl, której nie mogłam zignorować. 

Wszystko wokół powtarzało mi, że pławię się w obfitości. 

Obfitość wystukiwały krople deszczu, wydzwaniały tramwaje, szumiały o niej ulice pełne aut, stukały obcasy spieszących się do pracy przechodniów. Słyszałam o niej w śmiechu i płaczu moich dzieci i nawet podniesionym głosie męża. Trąbił o niej autobus, mówili w „Wiadomościach”, plotkowali na rogach ulic emeryci i panie w okienkach na poczcie. Ćwierkały sklepowe kasy, tykał zegar, krzyczała o niej cisza. 

Tamtego dnia obudziła się we mnie potężna siła. 

Oczywistością stało się codziennie dawanie, dzielenie się tym, co mam. 

Nagle dawanie stało się łatwe, proste, pozbawione żalu czy poczucia straty. 

Od tamtej pory daję to, co mam. Daję czasem nie mając nic. Innym razem mając bardzo niewiele. Nieustannie zapraszam do dawania innych.

Wiele razy, kiedy prosiłam o wsparcie dla moich potrzebujących przyjaciół słyszałam: nie teraz, nie możemy, nie w tym miesiącu, jak dostanę premię, może później, nie stać nas, nie mamy nic do oddania, zatrzymujemy, bo może się przyda, dlaczego nie pomożesz komuś innemu…

Przyjmuję te słowa, szanując rzeczywistość każdego człowieka.

U mnie fakty również nie przemawiają za dawaniem. Samotne macierzyństwo, choroba, od niedawna także moja niepełnosprawność, trzy córki, potężny kredyt, wciąż niestabilna praca, a teraz także jej brak… Niełatwo. Ale z drugiej strony mam potężne oręże w postaci kreatywności, entuzjazmu, umiejętności gospodarowania czasem, zjednywania sobie ludzi, całej masy znajomych – to wystarczająca obfitość dóbr i baza do dzielenia się!

A zatem…

Kiedy dostajemy paczki z żywnością, odzieżą czy artykułami szkolnymi – możemy je podzielić tak, by starczyło także dla innych. Możemy nawet dołożyć do nich ubrania za małe już na dziewczynki lub zwyczajnie niechciane. 

Możemy powiedzieć znajomym, że zbieramy rzeczy dla potrzebujących. Możemy je przyjąć, przebrać, naprawić, odświeżyć i dostarczyć. W ten sposób nie dajemy, co prawda, nic materialnego, ale oddajemy swój czas i energię. No i paliwo;) Wydatek energetyczny ostatnimi czasy cenię bardziej. Nie doceniałam wcześniej własnych sił. Teraz choroba pokazała mi, że moje siły mają także określoną wartość!

W ostatnie święta Bożego Narodzenia – dzięki połączeniu sił wielu ludzi udało się przygotować upominki dla dziesięciu rodzin uchodźców. To aż pięćdziesiąt sześć osób, zarówno dorosłych, jak i dzieci. Nasze mieszkanie na tydzień przed Wigilią utonęło w paczkach. Trzeba było cierpliwie je omijać i przełożyć w czasie świąteczne porządki. Ale to nic. Pracy było sporo. Najpierw, jeszcze jesienią powstał pomysł, potem należało spisać potrzebujących, przemyśleć co komu sprawi radość, zarazić ideą innych, zwieźć wszystkie podarunki do domu, zapakować dla każdej osoby oddzielną paczkę, dopisać piękne życzenia i zawieźć wszystko jeszcze przed świętami. Radość była ogromna! A dla nas – przygotowujących tę niespodziankę? Jeszcze więcej radości, kilka cudownie spędzonych wieczorów ze sobą i naszymi dziećmi, prawdziwa magia świąt!

A kiedy nie ma się już nic? Ani w portfelu, ani na koncie i nawet na półkach pusto? 

Wtedy przychodzi czas na to, by dać to, co bezcenne – czas, uwagę, zrozumienie i własne łzy. Można słuchać, otoczyć ramieniem, pokiwać głową, pogłaskać po dłoni. Można zarażać wiarą, że ścieżka się wyprostuje, że wciąż warto ufać. 

Nie piszę o tym, by namalować sobie laurkę, bo nadal uczę się dawania. Najwięcej nauczyli mnie ci, którzy mają mniej. Piszę, gdyż to też dawanie, dzielenie się tym, co mam, wiem, czego doświadczyłam. Piszę, by zapewnić, że warto ufać. Chcę świadectwo temu, że dobro powraca. Piszę, bo wiem, że warto pozwolić sercu, by nami pokierowało. 

Warto uspokoić i wyciszyć zdenerwowane ego, które pilnuje naszego stanu posiadania. Warto szerokim gestem, bez lęku, bez żalu dzielić się, dawać. I poczuć tę chwilę, by móc się nią cieszyć. Pewne jest przecież, że dobro do nas powróci. Nie warto rozpamiętywać potem ile straciliśmy, oddaliśmy, poświęciliśmy w chwili słabości. Warto natomiast odetchnąć głębiej i odpuścić. W tamtej właśnie chwili uwolniona przez nasz gest energia dawania i obfitości rozpoczęła swój ruch we wszechświecie. Zaczęła frunąć ponad naszą głową i teraz z każdą sekundą kumuluje więcej i więcej dobrej energii, by za jakiś czas, zupełnie niespodziewanie, z całkiem nieoczekiwanego kierunku do nas wrócić. Piękne, prawda? Cudowna wiadomość! Ale mam jeszcze jedną wiadomość, o wiele lepszą! Energia dawania do nas powróci, ale nie z taką siłą z jaką ją wysłaliśmy, lecz z siłą wzmocnioną wielokrotnie! 

Tak właśnie dobro powraca. 

Wciąż trudno w to uwierzyć?

Przywołam więc kilka cudownych „przypadków”, które na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy spotkały mnie i moje dziewczynki.

Wrzesień 2014.

Tracę pracę, wracam zapłakana i zrezygnowana do domu, nie mamy środków do życia!

  • Jeszcze tego samego dnia znajomy kupuje ode mnie kilkadziesiąt moich książek, zapewniając mi bieżące funkcjonowanie, a już kolejnego „znajoma znajomej” podpisuje ze mną umowę o pracę

Lato 2015. 

Blisko cztery miesiące spędzone przeze mnie na OIOMie.  Stan bardzo ciężki, dziewczynki zostają bez mamy. Przerywam pracę. Zawieszam wszystkie rozpoczęte projekty.

  • To niezwykły czas, w którym doświadczam samego dobra. Dobro przypływa w małych i gigantycznych porcjach. Oddziałowa przynosi mi świeże truskawki, młode salowe słodkości, przyjaciółka wymarzoną książkę, dziewczynki dostają pełne wyposażenie na letnie wyjazdy i czułą opiekę w szkole, bez trudu gromadzi się kilkaset osób, by oddać dla mnie krew, lekarze, profesorowie i pielęgniarki poświęcają swój prywatny czas, by ratować moje życie, zdrowie i dobre samopoczucie. Przez wszystkie kolejne dni i tygodnie czuwa przy mnie odważny mężczyzna, który jest moim oparciem, powiernikiem, pielęgniarzem, przyjacielem, pośrednikiem pomiędzy mną, a dziewczynkami, rodziną, światem zewnętrznym i personelem medycznym. Każdego dnia nie pozwala zasnąć mojej nadziei i wierze w cuda.

Jesień 2015.

Po wyjściu ze szpitala jestem słaba, wystraszona, bez pracy. Dostaję smutne orzeczenie o niepełnosprawności. Nie mogę wrócić do poprzedniej aktywności. Jako jedyne źródło utrzymania zostają nam alimenty zjadane przez kredyt, którego nie mogę się pozbyć oraz niewielki zasiłek rodzinny.

  • Z najróżniejszych źródeł, jak zwykle nieoczekiwanie, przychodzi wsparcie rzeczowe, finansowe, spływają propozycje pracy. Miesiąc po opuszczeniu przeze mnie szpitala mój wydawca podpisuje ze mną umowę na kolejną książkę. Dzwoni telefon z zaproszeniami do poprowadzenia warsztatów. Z tajemniczych kierunków dyskretnie pojawiają się koperty z pieniędzmi. Jak na przykład ta, od pewnej kobiety, która kilka lat temu straciła synka. Przed jego śmiercią nie zdążyła oddać mu kilkuset złotych. Teraz potrzebowała zamknąć tamtą sprawę. Pieniądze przekazała dla moich dziewczynek. Dzięki temu mogę kupić im szkolne plecaki. Dobro wysłane przez nas wiele lat, a może wiele miesięcy wcześniej nagle do nas powróciło. Jak zawsze. W nieoczekiwany sposób. Z nieoczekiwanego kierunku. Wystarczyło ufać, że ścieżka się wyprostuje.

I tak wciąż. Codziennie. Dobro powraca. A ja niezmiennie zadziwiona otwieram mu drzwi.

Wystarczy się rozejrzeć, by spostrzec, że toniemy w obfitości. 

Moje dziewczynki niczego nie wyrzucają. Tego je nauczyłam, wciąż uczę. Wszystko najpierw przynoszą do mnie i zastanawiamy się, co z tym zrobić. 

Niechciane lub za małe ubrania czy buty można naprawić, wyprać, wyczyścić i przekazać dalej.

Zniszczone ubrania można przerobić na broszki, wyszywanki, zabawki, dywaniki, stroje karnawałowe. Dzięki temu ktoś może zostać obdarowany wdzięcznym dziecięcym rękodziełem. Część z takich wyrobów można sprzedać na charytatywnych szkolnych kiermaszach.

Zabawki, książki, przedmioty szkolne zawsze znajdą nowych właścicieli – nie można ich wyrzucać, ale trzeba cierpliwie przechować, aż staną się komuś potrzebne.

Artykuły AGD, wystroju wnętrz czy meble także chętnie przyjmuje wiele osób. Niektóre dadzą się sprzedać, a w ten sposób pozyskane pieniądze mogą zapewnić wyżywienie niejednej rodzinie.

W któreś lato nawet zbędne drewno z mojego ogrodu stało się dla kogoś prezentem. Pewien człowiek zabrał pozostałości po rozbiórce starej szopy oraz cięciu drzew. Korzyść była obopólna – ja nie płaciłam za wywóz, a pan miał czym ogrzać dom. 

A pieniądze? Szczerze mówiąc, one wracają najprędzej. Wystarczy tylko je uwolnić, przestać kurczowo się ich trzymać. Zawsze wrócą, bo nie są niczym innym, jak energią krążącą pomiędzy ludźmi. A ta zawsze wraca!

A więc nie tońcie w obfitości lecz pozwólcie swobodnie się unosić na jej powierzchni.  Z wiarą i ufnością oddajcie się cudowi dawania. Nie czekajcie jednak w napięciu na powrót fortuny, bo utoniecie. Dobro powróci, ale dopiero wtedy, kiedy przestaniecie rozliczać siebie i wszechświat, a zamiast tego lekko poddacie się jego prawom. 

Odetchnijcie i spokojnie zaufajcie w ten kosmiczny cud – dobro zawsze powraca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *