Cud życia/Cuda są takie proste

***Cud życia***
Kiedy się budzę za oknem jest jeszcze całkiem ciemno. Budzi mnie drżenie serca, ból głowy, ból w klatce piersiowej i łzy zebrane pod powiekami. Leżę szczelnie opatulona kołdrą zwinięta w pozycję embrionalną. Jest mi ciepło i dobrze, pomimo bólu. Sama siebie mocno obejmuję ramionami i przytulam. Obok mnie zaczyna mruczeć czarny kot, towarzysz mojej samotności. Lubię te ciche chwile. Nie ma w nich pustki, są pełne po brzegi marzeń i wspomnień.
Uświadomienie przychodzi nagle. Otwieram szeroko oczy i łzy płyną gorącym strumieniem. To leje się wdzięczność za cud życia. Zapomniałam o tym cudzie cudów! Jak mogłam?! Poddałam się codzienności i ludzkiej naturze, które wciąż każą szybciej, mocniej, więcej, bardziej. I zapomniałam dziękować za życie! Dostałam je już tyle razy i nigdy nie podziękowałam! Cóż, że zawinięte niezgrabnie w szpitalną pościel, cóż, że zamiast wstążki plątanina kroplówkowych rurek, to nic, że zamiast fanfar pikanie aparatury i ketonal z tramalem zamiast szampana. Przyjęłam wszystkie moje życia z ulgą i poczuciem, że mi się należały. Zgubiłam gdzieś pokorę i wdzięczność.
I nagle życie biegiem zdarzeń i spotkań upomniało się o swoje. Tak, życie, masz rację : DZIĘKUJĘ! Dziękuję za każdą chwilę i za to, że te bose stópki, które zaraz będą dreptać po chłodnej podłodze wsuną się pod moją kołdrę i ucieszą z ciepła mamy. Dziękuję, że moje córki wciąż mnie mają, że wciąż jestem dla nich i świata. A skoro jestem, dzielę się sobą i wszystkim, co mam. To najgłębszy i najprawdziwszy sens mojej obecności. Dzielę się, bo mam czym, mam wszystko, czego mi trzeba, a wręcz tonę w obfitości cudów. DZIĘKUJĘ za wszystkie moje życia…
1977. Świat dostał mnie, a ja cały świat. Dziękuję!
2002. Ja i świat dostajemy Amelię, moją pierwszą córkę. Amelia dostaje nas. Tracę przy tym tyle krwi, że tylko czasy, w których żyję i współczesna medycyna mogą temu zaradzić. Dostaję drugie życie. Dziękuję!
2007. Styczeń. Niewiadoma siła każe mi wezwać Pogotowie Gazowe. Ratownicy wyprowadzają mnie i dwie córki na parę chwil przed zaczadzeniem. Dostaję trzecie życie. Dziękuję!
2007. Grudzień. Ja i świat dostajemy Lucynkę, moją trzecią córkę. Lucynka dostaje nas. Łożysko, które zostało w moim łonie doprowadza do ciężkiego stanu zapalnego i kolejnego potężnego krwotoku. Dostaję czwarte życie. Dziękuję!
2012. Kwiecień. Niewiadoma siła wsadza mnie za kierownicę samochodu i kieruje na Izbę Przyjęć. Ból głowy dosłownie mnie przewraca. Dojeżdżam w ostatniej chwili. Parę chwil przed udarem mózgu. Dostaję piąte życie. Dziękuję!
2012. Maj. Gorączka rośnie z minuty na minutę. Dostaję dreszczy. Słabnę w oczach. Mężczyzna, z którym jestem na rękach niesie mnie na Szpitalny Oddział Ratunkowy, gdzie tracę przytomność i stawiam na nogi w środku nocy zespół reanimacyjny. Moje życie dynda na cienkiej nitce przez kilka dni. Wreszcie otwieram oczy. Żyję, by dalej walczyć z przetaczającą się przez mój organizm śmiertelną sepsą. Dostaję szóste życie. Dziękuję!
Tyle cudów dla jednej osoby, tyle podarowanych chwil!
Widać dar życia to cud nad cudami. A ja sama tonę w obfitości, płonę  wręcz  ogniem życia i niech jego iskry wciąż sypią się wokół, póki ten ogień chce się we mnie tlić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *