Cud zaufania/Cuda są takie proste

***Cud zaufania***

Kiedyś tak szybko musiałam uciekać, chować się i kluczyć, że nawet nie zauważyłam kiedy i gdzie zgubiłam swoje zaufanie. Wiatr pewnie zerwał mi je jak słomkowy kapelusz albo połamał jak parasolkę, a może porwał jak apaszkę? Nie wiem…
Czy czułam jego brak? Nie wiem. Czasem coś bolało, raniło, uwierało, ale nie przyszło mi do głowy, że to może z powodu tego braku kapelusza, parasolki czy apaszki.

Nagle, kiedy już mogłam się zatrzymać i uspokoić oddech po tym wiecznym uciekaniu zabolało mnie wszystko. 
Najukochańszy przytulił i zdecydowanie orzekł: „Jedziemy do szpitala.”
„Przesada. Po co się rozczulać.” – chichotał mój wewnętrzny chochlik.
Zaufałam jednak dobrym oczom Najukochańszego.

W cichych, białych wnętrzach szpitala ból mieszał mi zmysły.
Musiałam, nie! – chciałam zaufać, że ktoś mi pomoże. 
Pomogła kolejna dawka morfiny, która zmysły pomieszała jeszcze bardziej.
Od tego dnia wszystkie sprawy mojego dotychczasowego życia posypały się jak wieża z kolorowych klocków trącona przypadkiem. Nitki sweterka mojej codzienności spruły się w jednej chwili i rozwiały je wiatry na cztery strony świata nim zdążyłam którąkolwiek złapać albo rozejrzeć przynajmniej, która poleciała dokąd.

Musiałam – nie, chciałam zaufać, że złapią je dobrzy ludzie, zwiną w miękki kłębek i odniosą, kiedy będę gotowa.

Bolało bezlitośnie. Chciałam zaufać, że podadzą dobre leki.
Nie mogłam oddychać. Chciałam zaufać, że znajdą ratunek.
Nie mogłam opiekować się dziećmi. Chciałam zaufać, że są pod dobrą opieką.
Nie mogłam zarabiać. Chciałam zaufać, że najbliżsi nas wesprą.
Potrzebowałam otuchy. Chciałam zaufać, że dostanę ją od przyjaciół.
Słabłam z dnia na dzień. Chciałam zaufać, że znajdą przyczynę.
Łykałam leki. Chciałam zaufać, że pomogą.
Znosiłam bolesne zabiegi. Chciałam zaufać, że przyniosą ulgę.

Umierałam. Chciałam zaufać, że to ma sens.
Stop. W tym momencie moje zaufanie zostało wystawione na wielką próbę. 
„Nie umarłam. Żyję.” – pomyślałam – „Muszę się teraz tego życia trzymać. Muszę się pilnować.”
Młody pielęgniarz usadził się na przeciwko mnie, by do rana mieć na oku i moje wątłe życie i monitory, które go strzegły. W ciemności się do mnie uśmiechnął i łagodnie powiedział:
„Śpij. Odpuść. I tak sama nic nie zrobisz.”

Potrzebowałam snu. Chciałam zaufać. Zaufałam.

Wciąż trwają poszukiwania przyczyny mojego cierpienia. Ufam, w dobroć, poświęcenie i wiedzę ludzi, którzy próbują mi pomóc.
Nie widziałam córek od dwóch miesięcy. Ufam, że przekujemy to w siłę.
Jestem przywiązana do łóżka i uzależniona całkowicie od tych, którzy się mną zajmują. Chcę im ufać. Chcę ufać, że wyplączę się spod tych wszystkich maszyn i rurek. Chcę ufać, że będę spokojnie oddychać, siadać i chodzić.

Lekcja zaufania jest długa i bardzo bolesna. I nawet w to chcę zaufać – że ta droga ma sens. 
Zaufanie – cuda są takie proste!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *