Cud wdzięczności 2/Cuda są takie proste

***Cud wdzięczności 2***

Ostatnie rozważania o wdzięczności napisałam niewiele ponad rok temu. Czułam wtedy, że mi trudno, że za szybko żyję, za dużo mam na głowie. I z pewnością tak było. 

Od tego czasu moje życie zawirowało, rozsypało się, przekonstruowało i obróciło o 180 stopni. Dziś dojrzałam do tego, by znów głośno wyrazić swoją wdzięczność.

Niespełna cztery miesiące po ostatnim poście o wdzięczności choroba dopadła mnie po raz kolejny. Poprzednie kłopoty ze zdrowiem przeżyłam z ledwością, jednak to, co wydarzyło się w ciągu ostatniego roku przerosło wyobrażenia moje, moich bliskich i najwybitniejszych profesorów. Przeżyłam. I nikt nie potrafi wyjaśnić jakim cudem. Właśnie! CUDEM!

Od roku zmagam się z codziennym bólem. Mam kłopoty z poruszaniem się, oddychaniem, nawet długim siedzeniem. Moje płuca zostały zniszczone w połowie, większość żył zostało bezpowrotnie zablokowanych, tlen nie krąży właściwie po moim organizmie. W efekcie leczenia straciłam włosy, przytyłam, moją skórę szpecą brzydkie widoczne blizny, wciąż mam nowe siniaki, podskórne wylewy, najmniejsze zadrapania paprzą się tygodniami. Nie widziałam córek blisko cztery miesiące. Nasza wyjątkowa relacja uległa częściowemu zniszczeniu. Najstarsza z dziewczynek popadła w ciężką depresję, z którą zmagamy się już wiele miesięcy. Straciłam pracę i zdolność do pracy. Straciłam wielu znajomych. Nie mogę podróżować, nie mogę uprawiać żadnego sportu, ani pójść na długi spacer, nie mogę bez celu szwendać się po mieście. Nie mogę się wykrzyczeć, wyskakać, wyzłościć. Nie planuję rozwoju kariery. Nie mogę się ubezpieczyć. Nie mam siły być tam, gdzie bym chciała, a nawet gdzie być powinnam. Nie mogę się wyprowadzić na ukochane Podlasie, bo w Warszawie mam swoich lekarzy i jedyny dla mnie szpital. Nie mogę się porządnie wypłakać, bo zaraz brakuje mi tchu. Nie mogę się upić, głośno śpiewać ani kochać bez opamiętania. Nie mogę dźwigać, wspinać się, chodzić na szpilkach, zrobić prawa jazdy na motocykl. Nie wolno mi złamać żadnej kości, nie można mnie operować. Za dużo myśleć też nie mogę. O przeszłości lepiej nie, o przyszłości nie wiem co myśleć, więc chwytam się cienkiej, srebrzystej niteczki „tu i teraz”.

A  „tu i teraz” mam całkiem sporo…

…zdrową głowę i palce, więc mogę pisać!

Książkę, która niedawno wyszła niemal w całości napisałam na OIOM-ie rozkładając komputer w szpitalnym łóżku, na prześcieradle, którym okryto moje nagie ciało nabite wkłuciami, drenami i wenflonami. Leki łagodziły ból, tlen dostarczał kondensator, a ja powoli przesuwałam palcami po klawiaturze. Teraz mogę już pisać ubrana (choć jeśli tylko zechcę, mogę się przecież rozebrać), w fotelu z widokiem na ogród lub, tak jak teraz, w pachnącym ogrodzie.

…zdrowe oczy, więc codziennie obserwuję cuda!

Obudziła się przyroda. Różowo kwitnie migdałowiec, żółto forsycja, fioletowo szafirki i niezapominajki na niebiesko. Wszystko to na seledynowo-zielonym tle pod niebieskim sklepieniem. Koty wygrzewają się obok mnie ignorując beztroskę krążących wokół motyli. Kilka par ptaków codziennie przylatuje po budulec na gniazda. Moja ulubiona para to sójki, które od kilkunastu dni próbują z krzaka bzu ściągnąć sznurek zawieszony w zeszłym roku przez dziewczynki w ramach budowania „bazy”. (Pamiętacie swoje „bazy” z dzieciństwa?:))

…zdrowe uszy, więc cuda codziennie też mogę słyszeć!

Teraz świergoli nade mną kos schowany w cieniutkich gałęziach brzozy, a śmiech dzieci sąsiadów nie pozwala zapomnieć o radości życia. Do tego wiatr cudownie szeleści młodymi listkami. Poza tym, codziennie dane mi jest słyszeć głosy moich córek. Ich opowieści, chichoty, sprzeczki, płacz, złość. To nie zawsze jest łatwe, ale w porównaniu z ciszą OIOMu, to najpiękniejsza melodia dla uszu matki. Łatwiej słuchać sprzeczek czy złości dzieci, niż nie słyszeć ich całymi miesiącami wcale.

A co poza tym?

Odrastają mi włosy, przeszłam na dietę, gromadzę w słońcu piegi, ubieram się coraz bardziej kolorowo, maluję, piję dużo wody, dbam o skórę, wkładam barwną biżuterię i wesołe buty na płaskim obcasie, dużo czytam, rozmawiam przez telefon, przytulam dziewczynki, uczę się z nimi, dyskutuję, chodzę na krótkie spacerki, oglądam dużo filmów, częściej słucham, niż mówię, obserwuję każdą mikrochwilkę, codziennie zasypiam ukołysana wdzięcznością i jak zawsze szukam cudów! Cuda są takie proste!

Poprzedni post o wdzięczności: KLIK

1 thought on “Cud wdzięczności 2/Cuda są takie proste

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *