Cud teraz/Cuda są takie proste

***Cud teraz***

Będzie, będę, będziemy…

Zrobię, zrobimy…

Pójdę, pójdziemy…

Polecimy, zjemy, kupimy…

Zbudujemy, pojedziemy, dostanie…

Jutro jest pełne skrajności. Jutro kusi syrenim śpiewem szczęścia albo zawodzi z przerażenia. A potem, kiedy przepoczwarza się w dzisiaj, przybiera całkiem niespodziewane kształty. Ale ja już tego nie widzę, bo znów wsłuchuję się w jutro!

Kilka dni temu z chłodnej szpitalnej pościeli podreptałam do pachnącego ciepłem domu. Dużo czasu spędzam sama obserwując z łóżka wszystkie przedmioty, które ustawiałam w pokoju jeszcze wczoraj. Wczoraj jednak jest jak mglisty sen. Za to jutro! Jutro wygląda obiecująco.

Będę chodzić. Pójdziemy na spacer. Kupimy sukienkę malowaną w peonie. Usiądziemy na kawę po drodze. Pojedziemy w podróż. Rozbudujemy dom. Pójdziemy do kina. Odrosną mi włosy. Polecimy obejrzeć barcelońskie mozaiki. Będzie pięknie, będę zdrowa, będziemy szczęśliwi…

Chce mi się iść, biec w podskokach w stronę blasku jutra…tymczasem z trudem wstaję i powoli kuśtykam przez salon mijając przedmioty z wczoraj… Jutro jest tak daleko…wczoraj jeszcze dalej… 

Tymczasem stoję po kolana w dzisiaj i boli mnie całe ciało, oddycham z trudem, serce niebezpiecznie przyspiesza, a w łysą głowę chłodno. Dzisiaj jest jak jesień, pełna zimnych czarnych kałuż, szarych dni, smutnego nieba i krzyku wron. Dzisiaj życie wygląda nijak przez srebrne strugi deszczu. Dzisiaj jest niewarte uwagi. 

Ach, jak nieuważnie odrabiam prace domowe zadane przez życie! Jak szybko zapominam wszystkie lekcje! Jak łatwo rezygnuję z mądrości i uważności na rzecz pobieżnego pośpiechu i niedbałości! Znów zabieram sobie wszystkie DZIŚ i TERAZ. A przecież tak niedawno, chwilę temu dosłownie, umierałam ze świadomością, że jutro nie istnieje i jedyne co mam to TERAZ, DZIŚ!

A więc powtórzę z mozołem tę lekcję…

Nie mam siły chodzić. Mam za to czas na spisanie niezapisanych dotąd myśli, przeczytanie zgromadzonych książek, nadrobienie zaległości filmowych.

W moim zabieganym do utraty tchu wczoraj wiele bym oddała za choć jeden taki dzień! A ja mam go TERAZ, DZIŚ!

Po chemioterapii wypadły mi włosy. Moja powierzchowność mnie rozczarowuje, więc to dobry moment na zanurzenie się we własne wnętrze. Zamiast patrzenia, pora słuchać. Zamiast oglądać – czuć. To piękna szansa na pokochanie siebie od nowa i odsłonięcie się przed najbliższymi, by mogli mnie kochać prawdziwą. W oczach mojej córeczki widzę wciąż tą samą słodką miłość. I mam to TERAZ, DZIŚ!

Wszystkie oczekujące koncerty, wycieczki, podróże, wyloty, wyjazdy, wystawy, pokazy są wspaniałe TERAZ i DZIŚ, bo mogę już TERAZ i DZIŚ o nich marzyć wtulając się w zapach Ukochanego. Wspólna chwila to nie spacer po Barcelonie, wspólną chwilę mamy już TERAZ, DZIŚ!

I choć TERAZ i DZIŚ wyglądają niepewnie, inaczej i dość wątło to są mi podarowane. To jedyne, na co mam wpływ. Wczoraj zostało daleko w tyle, jutra może nie być, a TERAZ i DZIŚ trzepoczą w moich dłoniach. Mogę zrobić z nimi co chcę, choć – tak, wymaga to pokonania ograniczeń, które mnie zaskoczyły. Wracam zatem do lekcji wdzięczności i uważności i obiecuję co rano nurkować w TERAZ i DZIŚ! Zobaczymy jakie wyłowię skarby:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *