Białe piórka 1/Cuda są takie proste

***Białe piórka 1***

Październik

W ciężkich chwilach, jeśli tylko mam siłę, jadę do Babci Janki. Zawsze ma czas. Cicha, łagodna i cierpliwa.Siadam bliziutko, opowiadam o wszystkim, proszę o jej mądrość i ciepło. Szepczę do niej tak długo aż wyszepczę wszystkie troski i lęki, aż wypłyną wszystkie łzy. Zawsze dostaję ukojenie. Na pożegnanie zapalam jej lampkę i poprawiam kwiaty w wazonie.

Dawno nie widziałam Babci. Ostatnio, kiedy rozmawiałyśmy rozkwitały u Niej konwalie. Tym razem na spotkanie zabrałam najstarszą Córkę – rozedrganego Aniołka o ogromnych lśniących jak kasztany, pogubionych oczach. Gdy wracałyśmy od Babci jesienną alejką pod nasze nogi wiatr przywiał dwa bielutkie i cudownie puchate piórka. Podniosłam oba wzruszona i ciesząc dłonie ich dotykiem tłumaczyłam córce, że to znaki od naszych Aniołów. Patrzyła na mnie pytająco, kiedy biały puch kładłam jej na dłoni.

– Rozejrzyj się i słuchaj. Czuj, wąchaj. Twój Anioł jest przy Tobie. I delikatnie ci o sobie przypomina. Mówi, że jest, chroni i czeka tylko, aż Go poprosisz o jakąkolwiek pomoc. Spójrz – pokazałam drugie piórko – mój mówi mi to samo: Pamiętaj, że jestem dla ciebie w każdej chwili.

Dalej poszłyśmy w pogodnym milczeniu. Radując się sobą, jesienią i nasłuchując trzepotu Anielskich skrzydeł.

Wrzesień

Usiadłam na schodkach przed domem. Cieszyłam zmysły porannymi figlami wróbli i pozwoliłam słońcu na obsypanie buziakami mojej twarzy. Przymknęłam oczy, by jak kot cieszyć się rozkoszną chwilą. Kiedy je otworzyłam stała przede mną Malutka. Wiatr głaskał ją po włosach, a słońce całowało w zadarty piegowaty nosek. Uśmiechała się do mnie najczystszym dziecięcym uśmiechem. Uśmiechem wypełnionym miłością, wiarą, ufnością i radością po same brzegi. Pełnym, jak koszyk pełen rumianych jabłek. Na jej drobnym ramionku cichutko usiadł biały motyl. Nie płoszyły go rozwiane włosy Malutkiej. 

– Kocham cię, Mamcia. Nazbieram ci słodkich jeżyn. – Malutka aż podskoczyła rozradowana własnym pomysłem i pognała wgłąb ogrodu po mokrej trawie.

Była tak pełna radości, że nie mogłam oderwać od niej wzroku. A biały motyl przez cały ogród leciał tuż nad jej głową.

– Dziękuję Ci, Aniele Stróżu, że mnie – matce pokazujesz, że zawsze jesteś przy mojej Malutkiej. – wyszeptałam do głębi poruszona tym niezwykłym widokiem.

***

Każdy dzień rozłąki z dziewczynkami podczas pobytu w szpitalu powiększał pustynię tęsknoty w moim sercu. Każdego dnia kilka razy błagałam Anioły o opiekę nad nimi, o pomoc, czuwanie i ukojenie dla ich małych serc. Wzywałam Archanioła Michała, by chronił dziewczynki pod swoim płaszczem, a mieczem odcinał wszystko złe, co nie ma swego źródła w Miłości. 

Wreszcie w towarzystwie Aniołów i Ukochanego wróciłam do domu. Dom był jak obca planeta. Dziewczynki wystraszone, stęsknione, lekko dzikie. Po ludzku zeszłam do dnia powszedniego i, wstyd się przyznać,  zapomniałam o dobrych Aniołach. A One cierpliwie czekały na wezwanie. Wreszcie chyba straciły cierpliwość. 

Któregoś dnia, na płytce chodnikowej w ogrodzie, jakiś drobiazg błysnął srebrzyście. Tyle razy, tyle osób chodziło po tych płytkach…nic tam wcześniej nie leżało! A tym razem mój Ojciec zdziwiony przyniósł przepiękny, srebrny medalik na łańcuszku z misternie wyrzeźbionym wizerunkiem Michała Archanioła. Nikt nie wie skąd się tam wziął. Ja wiem i uśmiecham się tylko patrząc w niebo. Bardziej mnie frapuje pytanie dlaczego Anioły postanowiły przypomnieć mi o sobie poprzez dłonie mojego Ojca. 

Medalik wisi teraz spokojnie na przeciwko drzwi wejściowych, by Archanioł Michał mógł nas chronić  pod swoim płaszczem i mieczem odcinał wszystko złe, co nie ma swego źródła w Miłości. Dokładnie tak, jak Go prosiłam…

Sierpień

Zamknięta w szklanym pudełku OIOM-u, podpięta do wszelkich urządzeń któryś już dzień z kolei kołysałam w sercu coraz większy skrzep zagrażający mojemu życiu. Lekarze i pielęgniarki nie mogli się nadziwić z jakim spokojem znoszę to unieruchomienie i że tak leżę cichutko. Nie wiedzieli, że rozmawiam z moimi Aniołami. Nie wiedzieli, że czuję ich łagodną obecność. Nie wiedzieli, że Anioły uczą mnie kochać moją chorobę, chore żyły, płuca i nawet ten zabójczy skrzep w sercu, który lekarze nazywali tykającą bombą. W obecności Aniołów byłam spokojna, radosna, wypełniona światłem i Miłością po brzegi. 

I kiedy tak leżałam w milczeniu nagle wokół mnie uniósł się słodki zapach powoli wypełniając całe szklane pudełko,  a potem także moje wnętrze. To była krótka chwila, ale tak wyraźna i  zmysłowa, że nie sposób ją było przeoczyć i nie sposób zapomnieć. Potem poczułam lekkie muśnięcie na dłoni, a kiedy odruchowo otworzyłam oczy zobaczyłam przez ułamek sekundy koło mojego łóżka wysoką postać pełną światła. Kiedy jednak wróciłam do całkiem ludzkiej świadomości i czucie zastąpiło myślenie, cudowna postać znikła. 

– Dziękuję, Ci mój Aniele Stróżu, że zechciałeś mi się objawić. Wiesz dobrze jaka jestem po człowieczemu krucha i niepewna, a Ty najwyraźniej robisz wszystko, bym nie wątpiła w Twoje istnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *